Główne role w musicalach „Romeo i Julia” oraz „Metro” były dla mnie nie tylko spełnieniem dziecięcych marzeń, ale też początkiem czegoś znacznie większego. Nagle nie byłam już tylko uczestniczką spektaklu – byłam jego osią, sercem, które musiało bić równo z rytmem całego zespołu.
Bywało trudno. Bywało pięknie. Bywały łzy wzruszenia zaraz po zejściu ze sceny, i śmiech do łez zza kulisami, kiedy po długim dniu prób trzeba było jeszcze znaleźć siły na wieczorny spektakl. Ale właśnie te momenty – zarówno wzruszenia, jak i zmęczenia – budowały we mnie prawdziwe zrozumienie teatru.
Każda rola była osobną historią. Każde wejście na scenę – nowym odkryciem. I choć znałam teksty na pamięć, to emocje nigdy nie były takie same.
Z nutą wdzięczności,
Magdalena